Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia nawigacji i lepszego dostosowania strony do preferencji użytkownika. Pliki te można zablokować w dowolnym momencie, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.

Dowiedz się więcej.
Pekao Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A.
Magazyn Uczestników funduszy Pekao
Jesteś w: Poradnik > „Wyćwierkane” zyski

„Wyćwierkane” zyski

Powrót »
Dodano: 18.11.2016
„Wyćwierkane” zyski

Radio potrzebowało prawie 40 lat, żeby pozyskać 40 mln użytkowników, Facebook – niecałych 4. Informacje zamieszczane w mediach społecznościowych, zwłaszcza na Twitterze, potrafią zmienić bieg wydarzeń, także w świecie finansów.

Do historii rynków finansowych przejdzie 23 kwietnia 2013 roku. Tego dnia ktoś zhakował konto agencji Associated Press (AP) na Twitterze i opublikował na nim newsa: w Białym Domu miały miejsce dwa wybuchy, a Barack Obama został ranny. W rezultacie wartość podstawowego indeksu giełdowego Dow Jones w ciągu dwóch minut spadła o 140 punktów. W pieniądzu, i z punktu widzenia innego kluczowego indeksu (S&P500), oznaczało to zniknięcie z rynku kapitału o wartości ok. 130 mld dol. Żeby zobaczyć rzecz we właściwych proporcjach – mniej więcej tyle wynosił wtedy PKB Ukrainy.

 

Mamy to w naturze

O czym to świadczy? Z pewnością o tym, że „planeta Social Media” w krótkim czasie bardzo urosła i ma olbrzymi wpływ na to, co dzieje się na Ziemi. Liczba użytkowników Facebooka jest szacowana na ponad 1,6 mld – to oznacza, że korzysta z niego prawie co czwarty człowiek. Dziennie loguje się tu miliard użytkowników. W biznesie ważniejszy jest mimo wszystko Twitter – tu „wianuszek” uczestników sieci tworzą raczej profesjonaliści niż znajomi i rodzina. Jednak wydarzenie z 23 kwietnia 2013 roku, które doczekało się nazwy „Hash Crash”, świadczy też o tym, że przy tej skali zjawiska, to, co publikujesię w mediach społecznościowych, może mieć olbrzymie przełożenie na kluczowe zmienne opisujące rynek finansowy, zwłaszcza kapitałowy: stopy zwrotu, zmienność kursu i wolumen obrotów.

Trzeba założyć, że im bardziej wiarygodne źródło postu czy tweetu – a tak było przecież w przypadku AP – tym silniejsza reakcja rynku. Łatwo sobie wyobrazić rynkowe fale wywołane wpisami Paula Krugmana (ok. 1,5 mln obserwujących) czy Christine Lagarde (co ciekawe, wśród europejskich ekonomistów tylko były minister finansów Grecji ma więcej obserwatorów na Twitterze). Zresztą, nie trzeba wyobraźni – są przecież fakty. Przykład pierwszy z brzegu: niecałe cztery miesiące po „Hash Crashu” jeden z najbardziej wpływowych inwestorów, Carl Icahn, „zaćwierkał” o zwiększeniu własnego udziału w Apple i przekonaniu o niedowartościowaniu spółki, powołując się przy tym na rozmowę z prezesem Timem Cookiem. Tych parę słów zwiększyło wartość Apple o 12 mld dol., a wskaźnikowi obrotów skończyła się zwyczajowa skala.

 

Homo animalis

Opisane wydarzenia wymagają od wszystkich uczestników rynku finansowego przyswojenia tej nowo odkrytej wiedzy o sobie samym i o tych, którzy są po drugiej stronie rynku, o tym, że nasze ekonomiczne decyzje i zachowania napędza nie tylko rozum, lecz także to, co czujemy. Nie same informacje, ale także emocje. Ujmując rzecz najbardziej ogólnie: zarówno to, co racjonalne, jak i to, co nieracjonalne. Przykładem są zachowania stadne: często decyzje podejmujemy nie na podstawie faktów, ale opinii i zachowania innych. W tym punkcie teoria i praktyka finansów mają pewien kłopot.

Do niedawna wszystko było stosunkowo proste. Wiadomo było, że dla wyceny aktywów finansowych kluczowe są właśnie fakty. Klasyczna teoria finansów zakłada racjonalność uczestników rynku. Patrząc z zajmowanych przez nią pozycji, widać, że siłą napędową dokonywanych na nim wyborów jest intelekt odwołujący się do rozumowych kalkulacji. Od pewnego czasu nie tylko naukowcy, ale prawdopodobnie większość z nas miała co najmniej podejrzenie, że zasady gry są jednak inne. Profesjonaliści uważnie przyglądali się tzw. rynkowym anomaliom, czyli wszelkim odstępstwom od tego, czego można byłoby oczekiwać, odwołując się do klasycznej teorii finansów. Na początku byli sceptyczni, ale potem przyszedł kryzys lat 2007–2008 i zawleczona w najdalsze zakątki świata recesja. Okazało się wtedy, że anomalie na dobre zagościły w biznesowej rzeczywistości, a klasyczna teoria zgrzytnęła głośniej niż kiedykolwiek wcześniej i utknęła.

Ukuto nawet termin „New Normal” (nowa norma) na opisanie warunków działania rynków finansowych po tych wydarzeniach, znaczący mniej więcej tyle, że to, co było wcześniej anormalne, stało się właściwie pospolite. Na finanse behawioralne – wskazujące na pozarozumowe uwarunkowania ludzkich decyzji – zadziałało to jak trampolina. Z niszowej wiązki poglądów, uważanych co najwyżej za ciekawostkę, stały się one nurtem aspirującym dziś do mainstreamu. Pewnie minie jeszcze sporo czasu, zanim behawioryzm w finansach zostanie ostatecznie zatwierdzony i na dobre okrzepnie, ale już dziś naukowych dowodów na to, że kiedy podejmujemy decyzje, kierują nami nastroje, stany emocjonalne itp., jest wiele. Czy tego chcemy, czy nie, dochodzi w nas do głosu „zwierzęcy pierwiastek”.

 

Już Arystoteles zauważył, że człowiek jest z natury istotą społeczną. Co prawda zamiłowanie do mediów społecznościowych odkryliśmy dopiero niedawno, ale mamy je przecież wpisane w DNA…

 

Zmierzyć globalny stan ducha

Co to wszystko oznacza dla specjalistów od rynków finansowych i inwestorów indywidualnych? Jeśli czynniki pozarozumowe rzeczywiście wpływają poprzez kształtowanie naszych decyzji na notowania instrumentów finansowych, to ten, kto będzie w stanie uchwycić tę zależność w postaci jakiegoś algorytmu, może wygrać. Będzie wiedział, jak natężenie szumu medialnego, przekroczenie przez pesymizm pewnej umownej granicy albo wyjątkowo duże spolaryzowanie opinii na dany temat koreluje z wyceną określonych aktywów. Dzięki takiemu algorytmowi będzie mógł skuteczniej prognozować rentowność inwestycji na giełdzie. W końcu o to tu chodzi: o prześcignięcie innych w pogoni za ponadprzeciętnymi zyskami.
Czy tak to rzeczywiście działa: czy globalna psychika faktycznie rządzi rynkami? Jak to w nauce, zwłaszcza na wstępnym etapie badania zjawiska, ustalenia badaczy nie są w pełni jednoznaczne, jednak zasadniczo zarysowują spójny obraz zagadnienia. Wynika z niego, że rynkowy sentyment – najczęściej badana zmienna pozarozumowa – nie tylko jest skorelowany ze stopami zwrotu z akcji, lecz także jest dobrym predyktorem ich przyszłych wartości.

 

Sterowane falowanie

Pomimo tych rewelacji sektor finansowy jest daleki od fascynacji mediami społecznościowymi. Specjaliści zwracają uwagę na to, że w porównaniu z biznesem, który wyrósł wokół kształtowania marek produktów, instytucje i rynki finansowe są spóźnione o prawie trzy lata. Wynika to po części z konserwatywnej polityki reputacyjnej, po części – ze względu na specyficzne regulacje prawne i branżowe. Z drugiej strony w wynikach badań postrzegania roli mediów społecznościowych w podpieraniu decyzji inwestycyjnych i ich wykorzystania w tym celu przez profesjonalistów pobrzmiewa jednak intrygująca ostrożność w ocenie.

Wyszło to także w badaniu, które razem z zespołem przeprowadziłem niedawno na reprezentatywnej próbie ponad 400 instytucji finansowych działających w Polsce. Co prawda 64% badanych potwierdziło wykorzystywanie w celach zawodowych informacji pozyskiwanych z mediów społecznościowych, ale intensywność ich użycia należy uznać za małą (połowa badanych sięga do nich raz w miesiącu albo rzadziej). To ciekawe i motywujące do dalszych badań, tym bardziej że skala szoków rynkowych następujących po rewelacjach upublicznianych na platformach społecznościowych skłania do podejrzeń, że ktoś już jednak robi interes na wstępnych ustaleniach naukowców. Czy gdyby nie roboty i zautomatyzowany dzięki nim trading odwołujący się do wyników skanowania social media giełdowe falowanie byłoby mniejsze? Swoją drogą, ciekawe mamy czasy. Pamiętam, że w przedszkolnym konkursie na wyobrażenie przyszłości rysowałem roboty. Ale żeby takie?

 

 


prof. Andrzej CwynarAutor: prof. Andrzej Cwynar

Wyższa Szkoła Ekonomii
i Innowacji w Lublinie 








Felieton jest wyrazem osobistych poglądów autora

Skontaktuj się z nami

Centrum Obsługi Klienta:
801 641 641 lub (+48) 22 640 40 40
pekaotfiCOK@pekao-fs.com.pl