Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia nawigacji i lepszego dostosowania strony do preferencji użytkownika. Pliki te można zablokować w dowolnym momencie, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.

Dowiedz się więcej.
Pekao Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A.
Magazyn Uczestników funduszy Pekao
Jesteś w: Poradnik > Powrót do źródeł

Powrót do źródeł

Powrót »
Dodano: 07.03.2013
Powrót do źródeł

Niepewność na rynkach akcji sprzyja wysypowi ofert alternatywnych inwestycji. Warto być czujnym przy ocenie ich parametrów i pamiętać, że mogą one stanowić jedynie uzupełnienie, a nie bazę portfela. Kryzys nie zanegował bowiem uniwersalnej zasady: realizację indywidualnych celów inwestycyjnych zapewnić może tylko odpowiednio dopasowany profil inwestycji.

Jeszcze dwa lata temu tzw. inwestycje alternatywne cieszyły się w Polsce znikomym zainteresowaniem i mało kto o nich słyszał. Nawet część specjalistów na pytanie, co się za tym pojęciem kryje, nie szukało powiązań z rynkiem finansowym, a raczej z popularnym serialem telewizyjnym pt. „Alternatywy 4”…

 

Podatny grunt

Skojarzenie jest zresztą zaskakująco trafione: permanentny kryzys i brak niemal wszystkiego zmuszał serialowych bohaterów do szukania alternatywnych rozwiązań w wielu dziedzinach życia. Zdaje się, że dziś inwestorzy na rynku kapitałowym są w całkiem podobnej sytuacji. Kryzys trwa już piąty rok, a jego końca nie widać. Naturalne więc, że niepokój może prowadzić do zwątpienia w tradycyjne metody pomnażania oszczędności i poszukiwania innych sposobów na zarabianie pieniędzy.

Na tym podatnym psychologicznie gruncie wyrosło szereg firm oferujących alternatywne inwestycje: w wino, dzieła sztuki, surowce, waluty, cygara, znaczki, grunty orne, fotografie, plakaty czy wieczne pióra. Każda z nich znakomicie „opakowała” marketingowo swój produkt. Przykładowo zwolennicy lokowania kapitału w wino przekonują, że od 1987 roku średnia roczna stopa zwrotu z zakupu wina – w przeciwieństwie do spółek z indeksów Dow Jones, FTSE 100 czy Hang Seng – zawsze była dodatnia. Spółki pomagające wyszukiwać dzieła perspektywicznych artystów podają przykłady spektakularnych aukcji, takich jak licytacja zorganizowana przez firmę Sotheby’s w maju 2012 roku w Nowym Jorku, podczas której sprzedano słynny „Krzyk” Edvarda Muncha za kwotę 119,9 mln dolarów. Wcześniej wyceniano go na maksymalnie 80 mln dolarów.

 

Zgodnie z nazwą

Trudno polemizować z faktami i liczbami. Lokując pieniądze w unikatowe aktywa, można mieć nadzieję na to, że w gronie zakupionych zdjęć czy obrazów znajdzie się „perełka”, która w przyszłości zapewni satysfakcjonujący zysk. Jednak nie należy zapominać, że im większy możliwy do osiągnięcia zarobek, tym większe ryzyko utraty części lub całości kapitału.

Nie bez przyczyny zakup obrazów, wina czy spekulacja na walutach nosi nazwę inwestycji alternatywnych. Ich zwolennicy często zapominają, że w portfelu przeciętnego oszczędzającego powinny one mieć – zgodnie z nazwą – „niszowy” udział, nie większy niż 5–10%. Prawdopodobieństwo poniesienia porażki jest wysokie. Jak bardzo, niech świadczą statystyki z rynku walutowego. Jak dotychczas żadne biuro maklerskie specjalizujące się w oferowaniu usług osobom spekulującym na zmianach kursów walut, nie zdecydowało się przedstawić informacji o tym, jak wielu z jego klientów zarabia. Obiegowa opinia głosi, że na plusie jest jedynie co dziesiąty gracz. Jeżeli chodzi o informacje oficjalne, dostępne są jedynie szczątkowe dane z rynku amerykańskiego, gdzie dodatnią stopą zwrotu potrafi pochwalić się najwyżej co trzeci inwestor.

 

Inwestycje alternatywne nie powinny przekraczać 5–10% portfela.

 

Diabeł tkwi w szczegółach

Warto zwrócić uwagę, że przeciętny Polak nie ma możliwości zainwestowania w wino czy obraz na własną rękę. Musi skorzystać z usług specjalizującej się w tym firmy. Jej usługi nie są bezpłatne, wręcz przeciwnie – kosztują całkiem sporo. A oto przykład. Aby zainwestować w wino w jednej z firm oferujących tego typu usługi, już na początku trzeba ponieść opłatę wstępną w wysokości min. 8,5%.

Do tego opłata za zarządzanie wynosi 2% rocznie. Trzeba też zapłacić za przechowywanie wina w profesjonalnych warunkach, a to kosztuje co najmniej 75 zł rocznie za skrzynki z kilkoma butelkami trunku. Huraoptymistyczne stopy zwrotu trzeba więc skorygować o horrendalne koszty.

 

Specjaliści zalecają, by korzystać przede wszystkim ze sprawdzonych instrumentów, takich jak lokaty, fundusze inwestycyjne.

 

Klasyka zawsze w cenie

W tej sytuacji należałoby się zastanowić, czy w tak trudnych czasach, z jakimi mamy obecnie do czynienia, nie byłoby najrozsądniej powrócić do źródeł i pozostać wiernym tradycyjnej strukturze portfela inwestycyjnego. Specjaliści zalecają budować go w większości ze sprawdzonych instrumentów, takich jak bankowe lokaty, fundusze pieniężne, obligacyjne i akcyjne. Wieloletnie doświadczenia dowodzą, że właśnie takie konserwatywne podejście do inwestycji przynosi najlepsze wyniki: w czasach kryzysu pozwala ograniczać straty, a w okresie prosperity umożliwiaosiąganie wysokich zysków.

W zależności od horyzontu inwestycyjnego oraz predyspozycji inwestora do akceptacji ryzyka udział aktywów akcyjnych powinien wynosić od kilkunastu do kilkudziesięciu procent i powinien się zmniejszać w miarę zbliżania się do końca planowanej inwestycji (np. zabezpieczenia przyszłości dzieci). Z kolei aktywa bezpieczne, na które powinny składać się przede wszystkim obligacje oraz fundusze pieniężne i papierów skarbowych, powinny stanowić od kilku do kilkudziesięciu procent portfela. Ich udział powinien jednak rosnąć w miarę zbliżania się końca inwestycji.

 

Zgodnie z cyklem życia

Najlepiej wytłumaczyć to na przykładzie osoby odkładającej pieniądze na dodatkową emeryturę. Gdy młody człowiek zaczyna karierę zawodową, większość inwestowanych kwot powinien przeznaczać na zakup akcji lub funduszy inwestujących głównie w akcje. W perspektywie kilkudziesięciu lat mają one szansę na osiągnięcie najwyższych zysków. Nawet jeżeli okresowo będą notować ujemne stopy zwrotu, w kolejnych latach straty powinny zostać odrobione z nawiązką.

Zupełnie odwrotnie należy traktować aktywa bezpieczne. Obligacje i papiery skarbowe, lokaty bankowe czy jednostki uczestnictwa funduszy lokujących w te instrumenty powinny zyskiwać na znaczeniu w miarę upływu lat. Nie pozwolą one oczywiście na osiąganie wysokich zysków, jednak w pewnym stopniu niwelują skalę okresowych spadków wartości portfela inwestycyjnego. Ma to szczególne znaczenie dla oszczędzających, dla których nieubłaganie zbliża się koniec kariery zawodowej i konieczność przejścia na emeryturę. Dla nich wysoki udział aktywów bezpiecznych w portfelu oznacza brak ryzyka drastycznego zmniejszenia wartości oszczędności na wypadek wystąpienia krachu na rynkach akcji.

 

Opracowanie: zespół Pioneer Pekao TFI S.A.

Skontaktuj się z nami

Centrum Obsługi Klienta:
801 641 641 lub (+48) 22 640 40 40
pekaotfiCOK@pekao-fs.com.pl